#KOKOSmash

  • Home /
  • Aktualności /
  • Robert Chwastek: Działacze myślą, że piłka to korporacja, ale życie to nie Football Manager

Robert Chwastek: Działacze myślą, że piłka to korporacja, ale życie to nie Football Manager

Robert Chwastek dobrze zna przypadek Klubu Kokosa z autopsji. W niekiedy mocnych słowach przedstawia nam obraz tych przykrych praktyk, które choć są już za nim, wywarły nieodwracalny wpływ na jego karierę.

Daniel Archetka: Jak wspominasz swoją przygodę z "kokosem"?

Robert Chwastek: Miałem dwa epizody w Klubie Kokosa, krótszy i dłuższy.

Zacznijmy od początku…

Za pierwszym razem trener prowadzący powiedział mi, że nie jest ze mnie zadowolony i lepiej żebym sobie poszukał nowego klubu. Było to po obozie w Kamieniu. Zacząłem z menadżerem szukać klubu, głównie w 1. lidze, ale wszędzie była już domknięta kadra. Trener powiedział, że w tym czasie mogę trenować z pierwszą drużyną i odbyłem dwa treningi. Trzeciego dnia dowiedziałem się, że już mam nie wchodzić do szatni pierwszej drużyny.

Rozumiem, że to nie było polecenie trenera? Według niego nie było problemu byś był dalej z drużyną?

Dostałem polecenie z góry, że mam iść na trening do juniorów. Poszedłem tam, ale trener powiedział, że nic o tym nie wie i mam iść do dyrektora.

Co on na to?

Ze cos wymyśli za parę dni… I tak chodziłem pytać, aż dostałem polecenie przychodzenia na o 8 rano do klubu, razem z Marcinem Kikutem. Przebieraliśmy się w pokoju sędziów. I tak trenowałem przez tydzień, pod okiem innego trenera, który zresztą podszedł do tego bardzo fair. Na same treningi nie mogę narzekać. Chciałem się dogadać, ale miałem 1,5 roku kontraktu i parę miesięcy zaległości. Jak się domyślasz, nie dogadaliśmy się…

Widziałeś przed sobą jakąś alternatywę?

Konkretnych ofert z innych klubów nadal nie było. Po tygodniu spotkałem prezesa, który powiedział, że wie o sprawie tych rannych treningów i nie ma co się wygłupiać i będę trenował z rezerwami. Tak mi to zakomunikował dyrektor.

I co było dalej?

Po tygodniu zacząłem trenować z rezerwami i zostałem zgłoszony do rozgrywek. Zostałem tam nawet kapitanem. Zajęliśmy trzecie miejsce i cały czas liczyłem, że może wrócę. Tylko, że w tym czasie źle się działo w pierwszej drużynie, gdzie zaległości sięgały trzech miesięcy. Ja miałem w tym czasie z cztery czy pięć miesięcy obsuwy. Poszedłem do trenera, by powiedzieć jak wygląda sytuacja i pokazać przygotowane wezwanie do zapłaty. Poprosił żebym się wstrzymał i poszedł porozmawiać z dyrektorem, żeby mi chociaż za miesiąc wypłacił.

Coś to pomogło?

Minęła runda i poprosiłem menadżera żeby już w grudniu jakieś porozumienie z klubem zrobić a propos rozwiązania kontraktu. Menadżer wysłał kilka maili, ale wszystkie pozostały bez odpowiedzi… Tak nadszedł styczeń, wszyscy zaczęli treningi w klubie, a ja dowiedziałem się, że nawet z rezerwami nie trenuję. Dyrektor powiedział, że rozwiązujemy kontrakt. Nie zgodziłem się, były między nami rozbieżności. Ja chciałem odzyskać zaległości już teraz, oni proponowali ugodę. W tym czasie przychodziłem do klubu i prosiłem na piśmie o wskazanie miejsca treningu, trenera, godziny rozpoczęcia… Odpowiedzi jednak nie otrzymywałem.

Nie byłeś sam w tej dziwnej sytuacji, prawda?

Tak, w tym czasie Andrzej Niedzielan trenował w „klubie kokosa”. Zapytałem trenera czy mogę trenować z nimi, bo już nie wiedziałem co mam robić. I tak sobie trenowałem trzy czy cztery miesiące… Sam się zgłosiłem do Klubu Kokosa, bo inaczej to nie wiem co bym robił. Wspólnie dyskutowaliśmy z Andrzejem jak postąpić dalej, bo miał jeszcze dwa miesiąca do końca obowiązywania kontraktu.

Nie myślałeś by zgłosić tę sprawę? Ani pieniędzy, ani treningów z drużyną...

Dałem wniosek do Piłkarskiego Sądu Polubownego. Wyznaczono mi termin rozprawy w tym samym czasie co Andrzejowi. Problemem była jeszcze sprawa rozwiązania kontraktu z winy klubu. Część prawników mówiła, że jest odszkodowanie do końca kontraktu, część, że nie… Interpretacja przepisów była zbyt otwarta. W końcu, jak Andrzej rozwiązał kontrakt z winy klubu, to stwierdzili, że nie ma sensu dalej to ciągnąć i przywrócili mnie do treningów i grałem znów w rezerwach. Latem rozwiązałem kontrakt za porozumieniem stron.

Warto było spuścić z tonu?

To był ciężki czas, również mecenas z PZP poradził bym poszedł na ugodę. Inaczej też klub patrzył na mnie, a inaczej na Andrzeja, wiadomo, że walka toczyła się o inne kwoty.

Jak ostatecznie się dogadaliście?

Na porozumienie. Miałem zasądzone zaległości przez PSP. Dogadaliśmy się na spłatę części od razu, a resztę w ratach. Wtedy Ruch grał w pucharach i zależało im na czystej sytuacji. Dopilnowali wszystkiego, więc szczęśliwie udało mi się to zakończyć. Osiągnąłem takie porozumienie o jakie występowałem rok wcześniej.

Rekompensata finansowa to jednak nie wszystko…

Gorzej w sprawach piłkarskich… Od tego czasu grałem tylko w 2. i 3. lidze.

Twój przypadek pokazuje, że ani Tobie, ani klubowi, taki „kokos” na dobre nie wyszedł.

To prawda, ale mimo wszystko klubowi życzę jak najlepiej. Momentami było jednak bardzo przykro. Dwa razy dziennie trening tylko we dwóch…

Trudno to nazwać wartością dodaną.

Plusy są takie, że dobrze poznałem trenera z klubu kokosa, którego bardzo cenię, a nasze drogi ponownie się skrzyżowały, trenuje mnie teraz w Grunwaldzie. Poznałem też lepiej Andrzeja, wiele z tej znajomości wyniosłem i mamy do tej pory kontakt.

Wspomniałeś, że byłeś w dwóch „kokosach”?

Rok później spotkało mnie to w Siarce Tarnobrzeg… Mnie i Przemka Oziębałę. Zakaz wstępu do szatni, treningi z juniorami starszymi. Myślałem, że śnię!

Z deszczu pod rynnę.

Na szczęście tylko przez trzy tygodnie. Najśmieszniejsze jest to, że wcześniej prezes za słabe wyniki dał do rezerw dwóch innych zawodników. Poszliśmy w sześć osób porozmawiać z nim o tym i poprosić o przywrócenie do drużyny. Mówię do prezesa: „może za chwilę prezes mnie wywali do juniorów?!”. Usłyszałem „nie Robert, nie”. No i trzy tygodnie później wywalił mnie i Oziębałę. Teraz Siarka ma wyniki, ale wtedy za błędy prezesa, trenerów i piłkarzy cierpieli tylko piłkarze i to wybiórczo. Umówmy się - treningi z juniorami, a nawet z rezerwami, to już przegięcie.

Ciągle się zastanawiam po co tak postępować z zawodnikiem, jaka jest w ty logika? Czego od was oczekiwano?

Oczywiście żeby to się skończyło musieliśmy się zrzec pół ostatniej wypłaty. Z boku to fajnie i śmiesznie wygląda, że ktoś był dwa razy w klubie kokosa, ale ja bylem zawsze przygotowany do treningu i do meczu. A jak ktoś ma białoruskie metody, to serdecznie go pozdrawiam!

Rozumiem twoje rozgoryczenie.

W Ruchu bylem miesiąc na testach, miesiąc! Może to nie jest miarodajne, ale później, będąc już w Siarce, na początku sezonu przewodziłem na Podkarpaciu w rankingu piłkarzy tworzonym przez Nowiny. Zmienił się trener, który miał trochę inna koncepcję, potem następny i już wtedy czekali na mnie juniorzy. Oni myślą, że piłka to korporacja! Tylko zapominają, że przepisy są inne, a prawdziwa piłka to nie Football Manager… Tak jak już wspominałem, szkoda że tak wyszło, bo kariera czy też przygoda jest jedna, ale jestem przekonany, że pomału wchodzi normalność do polskiej piłki.

Nie denerwują komentarze, że to piłkarz jest w takiej sytuacji „niewdzięczny i roszczeniowy”?

Kibicom czasem podobają się te kluby kokosa, bo piłkarze dużo zarabiają, nic nie robią i wreszcie się dowiedzą o co chodzi w prawdziwym życiu. Tylko niech się zastanowią czy jak któryś z nich, dajmy na to informatyk, czułby się komfortowo, gdyby podczas swojej pracy zamiast pisać programy, skręcałby meble. Zawsze może powiedzieć, że natychmiast zmienia pracę. Tylko, że piłkarza obowiązują okienka transferowe i sprawa nie wygląda tak prosto. Kariera czy też przygoda z piłką nie trwa wiecznie, więc teksty "za tyle to ja mógłbym ubierać tę choinkę tyle czasu" są pozbawione sensu.

Co według Ciebie musiałoby się zmienić by w przyszłości nie dochodziło do takich sytuacji?

Rozsądne zapisy w kontrakcie, dla obu stron. Bo też klub nie może być zakładnikiem zawodnika. Nie może też być ugód do Komisji Ligi, bo potem są patologie typu: „podpiszcie, bo będziecie odsunięci, nie będziecie grać, itp.”.

Taki przypadek jak niedawna wygrana Radka Cierzniaka może w tym pomóc? Media zaczynają się tym interesować, kluby nie czują się już tak bezkarne, a sami piłkarze zaczynają się przeciwstawiać.

Oczywiście. To jest precedens. Kluby nie będą zatrudniać na potęgę nowych zawodników, jak w odwodzie będą jeszcze ci na kontraktach. Przez to budżet będzie bardziej zbilansowany. A jak pokazuje przykład Łukasza Sierpiny, z gościa, który nie grał u tenera w 1. Lidze stał się wiodąca postacią w ekstraklasowej Koronie Kielce. Taki Andrzej Niedzielan, który miał jeszcze rok kontraktu w Ruchu z pewnością mógł być lepiej wykorzystany przez klub, niż do bicia rekordów w wyciskaniu na klatę…

Koledzy z Ruchu bali się zapewne pomóc, jakoś odezwać, by nie narazić na podobny los?

Raczej nie miało to dla nich większego znaczenia. Ja byłem w klubie ledwie pół roku, więc nie miałem bardzo dobrych kolegów, tylko kolegów. W Siarce to nie była kwestia tego, że ja z Przemkiem się odezwaliśmy, tylko zarobków i faktu, że nas już nie będzie na przyszły sezon. Co do Ruchu, to może mogli się inaczej zachować, bo powinna być jakaś piłkarska solidarność, ale... Cóż, dopiero jak się jest w takiej sytuacji, to się wie, jak przydałoby się wsparcie.

Za Andrzejem też nikt się nie wstawił? Jak praktyka pokazuje, dziś wy, jutro ktoś inny może być w podobnej sytuacji, a milcząc niejako się na to przyzwala.

Też nikt, to jest już dzisiejsze. Pomijam sam fakt potraktowania przez klub zawodnika, który poprowadził ich wcześniej do trzeciego miejsca w Polsce…

Problemem też są czasem trenerzy, którzy w obawie o swój stołek wolą powiedzieć, że takie treningi były konieczne. Nie podważa to ich autorytetu?

Ogólnie szatnia jest specyficzna, więc wiele rzeczy może podważyć autorytet. Tego typu praktyki na pewno.

Gdybyś mógł cofnąć czas, inaczej byś próbował postąpić? Wiedząc jak wyglądają przepisy i w jaki sposób działają kluby?

Z tymi narzędziami, które były wtedy, nic bym nie zmienił, niestety... Na samą sprawę o zaległości czekałem trzy miesiące.

Załóżmy, że jutro przyjdzie do Ciebie młody chłopak z drużyny i powie: "Robert, nie pozwalają mi trenować z drużyną, karzą mi grabić boisko i biegać po schodach. Co mam zrobić?”

Pierwsze co, to decyzja i uzasadnienie na piśmie. Po drugie, to z tą decyzja dzwonimy do PZP i w zależności od informacji z klubu, zastanawiamy się wspólnie co dalej.

Rozmawiał: Daniel Archetka

dodano: 10-03-2016

Komentarze

Brak komentarzy

 

Wspierają nas przyjaciele piłki nożnej i liczne firmy.

Wspólny Cel, Jedna Drużyna

Tweetujemy z przyjaciółmi piłki nożnej. Dołącz do nas!!!

Wspólny Cel, Jedna Drużyna