Podziel się

Mariusz Stępiński na ekstraklasowych boiskach zaistniał w wieku 16 lat, w barwach Widzewa Łódź. Później, do Norymbergi pojechał po naukę i doświadczenie, aby po powrocie na polskie boiska, pojechać z reprezentacją na EURO 2016. Kolejnym przystankiem w karierze było francuskie FC Nantes, włoskie Chievo i Hellas Werona, a obecnie US Lecce. Piłkarsko najlepiej czuje się właśnie we włoskich klubach. Z popularnym „Mario” rozmawialiśmy nie tylko o piłce nożnej, ale także o działalności charytatywnej.

PZP: Debiutowałeś w seniorskiej drużynie Widzewa Łódź w wieku 16 lat. Trudno nie doszukiwać się porównań z Włodzimierzem Lubańskim, który w podobnym wieku stał się podstawowym piłkarzem Górnika Zabrze?

Mariusz Stępiński: Do dziś jestem najmłodszym piłkarzem w historii Widzewa, który zadebiutował w Ekstraklasie. Co prawda od tego momentu minęło już sporo czasu, ale czasami wracam do tych chwil, bo gra w Widzewie była dla mnie czymś super. Od zawsze sympatyzowałem z tym klubem i zresztą cały czas tak jest. Fajnie jak takie porównania się pojawiają, bo Pan Włodzimierz Lubański był znakomitym piłkarzem. Nie oglądałem go na żywo, ale sporo słyszałem, także jestem w temacie.

Grając w Łodzi mieliście bardzo młodą drużynę, którą nazywano „dzieciakami Mroczkowskiego”?

Tak się akurat złożyło, że w sezonie, w którym zacząłem regularnie występować, w drużynie było sporo młodych zawodników, którzy dobrze zostali wprowadzeni do zespołu i można powiedzieć, że stanowili o sile Widzewa. Był to fajny zespół, w którym nie brakowało jednak doświadczonych zawodników, którzy trzymali drużynę. Był Maciek Mielcarz, Marcin Kaczmarek, Łukasz Broź, Ugo Ukah czy Jarek Bieniuk. Zawsze takie pomieszanie młodości z rutyną jest ważne.

Nie było szans na pozostanie w Łodzi i w Widzewie?

Miałem taką propozycję i wraz z moimi menedżerami długo się nad tym zastanawialiśmy. Wybrałem jednak wyjazd za granicę i nigdy tego nie żałowałem. W Niemczech dużo się nauczyłem, co procentuje do dnia dzisiejszego. A Widzew mam cały czas w sercu i jak tylko mogę, to pojawiam się na stadionie. Kto wie, może jeszcze kiedyś zagram w tym klubie. Łódź i Widzew są mi bliskie, dlatego często tutaj jestem.

W wieku 18 lat wyjechałeś do Norymbergi, klubu grającego wtedy, co prawda, w II Bundeslidze, ale Polska i Niemcy to dwa różne piłkarskie światy. To był twój świadomy wybór, czy, jak niektórzy twierdzą, menedżer się z Tobą nie konsultował?

Wszystko było konsultowane z moimi menadżerami, a przed wyjazdem do Niemiec miałem jasno sprecyzowane plany, co mnie czeka na miejscu. Także był to w pełni świadomy wybór, którego nie żałuję. I prawda jest taka, że dużo się tam nauczyłem.

Po przygodzie w Niemczech wróciłeś i odbudowałeś się na polskich boiskach. Wisła Kraków i Ruch Chorzów były chyba dobrymi wyborami?

Tak, jak najbardziej. Zarówno w Wiśle, jak i Ruchu pracowałem z dobrymi trenerami. Prowadzili mnie tam Franciszek Smuda i Waldemar Fornalik, czyli byli selekcjonerzy naszej kadry. Grę w obu klubach wspominam bardzo dobrze. W Ruchu zdobyłem sporo goli i z tego klubu pojechałem na Mistrzostwa Europy. Miło mi jest wrócić pamięcią do tych chwil.

Dobra gra w Polsce zaowocowała debiutem w narodowej drużynie i wyjazdem na EURO 2016. Gdyby nie to, Adam Nawałka nie miałby nazwiska Stępiński w swoim notesie?

Na pewno fakt, że grając w Ruchu byłem czołowym polskim napastnikiem miało na to wpływ. Zdobywając sporo goli zwróciłem na siebie uwagę trenera Nawałki, a powołania do kadry zawsze mobilizowały mnie do jeszcze cięższej pracy. Od trenera Nawałki dużo się nauczyłem, to do dziś procentuje, a bycie członkiem drużyny grającej na Euro to coś wspaniałego. Gra w kadrze to nadal moje marzenie i będę robił wszystko, aby jak najczęściej grać z orzełkiem na piersi. Do tego potrzebna jest regularna gra w drużynie.

Po EURO we Francji, twoja kariera nabrała tempa. Ligue 1 i FC Nantes, a potem Serie A i Chievo oraz Hellas Werona. Do której z tych lig piłkarsko bliżej Mariuszowi Stępińskiemu?

Bardzo dobrze czuję się we Włoszech. To mój klimat, styl gry mi odpowiada. Zresztą ogólnie w tym kraju czuję się fajnie. Nauczyłem się języka, trening i taktyka są na bardzo wysokim poziomie. Zresztą to Serie A, a to mówi samo za siebie. Nie tylko w Hellasie grają bardzo dobrzy zawodnicy, ale ogólnie w całej lidze. Pierwszy z brzegu przykład to CR7.

Pomysł na „Mario Camp” jest dedykowany dla najmłodszych adeptów piłki nożnej. Czy to wynik twoich doświadczeń z czasu, kiedy biegałeś za piłką na podwórku?

Ten pomysł rodził się w mojej głowie już od dawna, a ponad rok temu wprowadziliśmy go w życie. Za nami już kilka edycji obozów Mario Camp, podczas których trenuje z nami zawsze spora grupa dzieci i młodzieży. Mamy profesjonalnych trenerów, którzy przekazują młodym adeptom sportu swoją wiedzę. Naprawdę poziom zajęć na Campach stoi na wysokim poziomie. W ferie zimowe 2021 kolejne obozy, na które już teraz serdecznie zapraszam. Na bieżąco na naszych kanałach w mediach społecznościowych będziemy zamieszczać informacje dotyczące zapisów.

Nie tylko „Mario Camp”, jest jeszcze twoja fundacja „Pomagamy od serca”. Co było impulsem do podjęcia działalności charytatywnej?

Charytatywnie działam od kilku lat i za nami już cztery edycje akcji charytatywnych Pomagamy Od Serca, a zebrane kwoty przeznaczane były przez nas na leczenie dzieci, tak jak ostatnio zbieraliśmy pieniążki na leczenie Poli Kowalskiej. Poza tym jako Fundacja realizujemy różne inne projekty, jak np. w chwili obecnej projekt „Nie rezygnuj ze sportu – trenuj świadomie”, gdzie pokazujemy dzieciom, że w chwili obecnej cały czas trzeba żyć aktywnie i normalnie uprawiać sport, ale z zachowaniem odpowiedniego reżimu sanitarnego. Ponadto wychodząc naprzeciw oczekiwaniom rozpoczęliśmy projekt „Mario Summer Camp 2020 – wirtualne serce do piłki”, gdzie poprzez nasze kanały w social media prowadzimy treningi on-line. Zachęcamy do odwiedzania naszych profilów, naprawdę sporo się tam dzieje.

Plany na przyszłość Mariusza Stępińskiego?

Jako Fundacja mamy dużo planów, a jednym z głównych są zimowe Mario Campy. O nich będziemy informować już niedługo. Teraz przede mną jak najlepsza gra w moim nowym klubie – US Lecce, do którego jestem wypożyczony z Hellas Werona. Chcę , aby nowy sezon był dobry w moim wykonaniu.

Rozmawiał: Tomasz Gandziarski

Podziel się

Komentarze